Skip to content

To co pamiętamy i pieczone jabłka z marcepanem

Pamiętasz jak pewnej zimy jedliśmy pieczone jabłka z marcepanem? Na dziedzińcu kościoła w środku miasta (czy padał wtedy śnieg?).

Było zimno. Kolana trzęsły mi się pod sukienką. Wiozłam wtedy do domu cudem wciśnięte do małej torebki śledzie z żurawiną.

Pamiętasz?

A kiedy piliśmy grzane wino na Rynku, podczas świątecznego jarmarku? Zabójczo słodkie. Jadłeś wtedy pieczone kasztany (chłopak, który je sprzedawał miał takie wesołe oczy i długie włosy, dłuższe od moich), a ja robiłam Ci zdjęcia. Pan z akordeonem na wpół fałszywie grał kolędy. Światła były pomarańczowe i jak przez portal przechodziliśmy przez dym wydobywający się z drewnianych domków, w których smażyły się pierogi z kapustą i oscypki, pamiętasz?

Wspomnienia są syntezą rzeczy najjaskrawszych i najzwyczajniejszych.Dla mnie mają postać koca, który ogrzewa, kiedy wieczór przychodzi już o godzinie 16:00.

 

Piekę dziś takie jabłka jak wtedy, w takim winie jak tamtej zimy. Wkładam do środka kulki marcepanu i trochę żurawiny. Polewam je miodem malinowym i posypuję migdałami.

 

Dziś nie jest wcale mroźno. Jesień ubrała najpiękniejszy strój, słoneczny, złoty.

Siedzę na parapecie, wkładam łyżeczkę w gorącą, jabłkową, zaróżowioną od wina miękkość i myślę, jednocześnie uśmiechając się i ścierając z policzka łzę, że dziękuję za wszystkie obrazy, które mam w swojej pamięci i proszę o więcej zupełnie nowych, dla których zrobiłam mnóstwo miejsca na półkach w tym rejonie mojej głowy, którego korytarze zawijają się jak ogon konika morskiego.

Ta zima, która nadejdzie, będzie jeszcze gęstsza, słodsza, bardziej pachnąca, piękniejsza od każdej poprzedniej, wiem o tym.

Czy wiesz?

 

 

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *