Skip to content

Sekretne życie nocne i ciasto klementynkowe

23:07. Zdejmuję z siebie ładne ubrania. Wkładam najgrubszy sweter, czapkę, wiatroszczelną i wodoodporną pomarańczową kurtkę, do kieszeni wkładam klementynki (lubię myśleć, że wyglądam wtedy jak Gaarderowska Dziewczyna z pomarańczami, która idąc w swoim anoraku, wydaje się wyruszać na Biegun Północny i niesie ze sobą pomarańczowe kule, by nie zabrakło jej witamin podczas podróży) i zaczynam spacer.

Powoli przestaje mnie boleć głowa, gdy wdycham jeszcze nie dymne, ale już mroźne powietrze.

Noc wiele wybacza. Myśli rozproszone między rozświetlonymi oknami. Rozmowy w czasie zarezerwowanym na sen, które ożywiają zakopane nadzieje.

Co dzieje się nocą, zostaje w jej ramach. Jest niedokumentowalnym doświadczeniem, jak zapach gotujących się klementynek, po powrocie spod gołego, ciemnego nieba. Czy uciekające emocje towarzyszące myślom snutym podczas wieczornego spaceru, rozmowom o brzmieniu ciepłych głosów na linii kilku kilometrów, cytrusowego zapachu kuchni oświetlonej słabym pomarańczowym światłem, opłaca się łapać? Czy największą wartością nie jest właśnie nietrwały zapis w pamięci, najprawdziwszy i najintensywniejszy?

Pamiętacie scenę z „Sekretnego życia Waltera Mitty”? Kiedy główny bohater dociera w końcu do fotografa siedzącego na górze i wyczekującego aż wyłoni się śnieżna pantera, a ona ukazuje się w kadrze, Walter pyta O’Connella kiedy zrobi zdjęcie. Ten odpowiada: „czasem wcale nie robię. Kiedy zdarza mi się taka wyjątkowa chwila nie chcę jej psuć. Wolę w niej trwać”.

 

I kiedy nadejdzie ranek, zostają nam tylko impresje i emocje, które są konsekwencją trwania, bycia tam i wtedy. Wzorem matki Waltera, przedłużam je i przekształcam w ciasto z okrywających noc mgłą klementynek. Gotowanych zamiast noszonych w kieszeniach pomarańczowego anoraka. Sublimuję wszystko co ciemne, mroźne, ciepłe, czułe i co odkryte, a wymagające ponownego zakopania. Przykrywam to warstwą kremu z mascarpone i białej czekolady. Dekoruję kandyzowanymi, cienkimi plastrami słodkich mandarynek, jak słońca.

I czekam na kolejną noc.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *