Skip to content

O mnie

Dzień dobry,


mam na imię Sandra.

Urodziłam się w Poznaniu, w którym mieszkam i studiuję, po którym przechadzam się powoli, a czasem całkiem spiesznie, którego nienawidzę za to, że czuję jakbym znała każdy jego zakamarek i w którym zakochuję się za każdym razem kiedy odkrywam, jak wiele miejsc pozostaje w nim jeszcze nieodkrytych.

Na długo przed tym jak rozpoczęłam pisać i fotografować, chwyciłam za mąkę, masło, uruchomiłam mikser i zaczęłam piec. Weszłam na bardzo długą i krętą drogę, choć zupełnie nie spodziewałam się, że bardzo szybko stanie się to więcej niż największą pasją. Jedyne co zgadza się u mnie z opisem mojego znaku zodiaku to fragment o tym, że jestem powołana, by karmić i w tym znajduję spełnienie. To prawda. Chyba nic nie sprawia mi takiej przyjemności, jak obdarowywanie jedzeniem i radość w oczach jedzącego. Nie nie, jeszcze rozmarzone „mmm” kiedy moje małe słodkie coś trafia do czyichś ust po raz pierwszy. 


Uczyłam się z blogów kulinarnych, w czasie kiedy były jeszcze mało popularne. Potem z książek. Nadal się uczę, choć teraz już w inny sposób, uważniej, jak artysta poznający kanon, by potem dostosować go do własnego stylu, ja staram się tworzyć własne konfiguracje smaków. Pieczenie i gotowanie to alchemia, czasem z dokładnością składników co do grama, innym razem absolutna improwizacja i eksperyment łączenia substratów w nieprzewidywalny produkt.

Zawsze czułam, że mam w sobie coś z  czarownicy.

Jestem dumna z siebie, jak wiele już potrafię. Jednocześnie jestem głodna tego ile mogę się jeszcze nauczyć, bo  wciąż umiem tak niewiele. Ile technik, smaków poznać.

Jedzenie to dla mnie prawdziwa sztuka, każdy deser i potrawa mogą być małym (lub całkiem pokaźnym) dziełem. Kuchnia do dla mnie miejsce, które koi stres, przynosi radość, zapewnia relaks, odprężenie, w którym mówi się „zależy mi na tobie” zupełnie bez słów, stawiając przed kimś wypełniony talerz.

Kuchnia to antidotum. Na zmęczenie, na problemy. Sublimacja energii.

Karmiąc innych dziękuję, opiekuję się, uwodzę. W smaku zawarta jest każda emocja. Emocje podbite cukrem, och! Wszystko przemawia 3 razy bardziej. Nie da się stać obojętnie wobec rozpływającego się, niemal o konsystencji musu, brownie z namoczonymi, miękkimi, suszonymi śliwkami. Nie da się nie zakochać. A czasem wystarczy kawałek ciepłego, miękkiego ciasta drożdżowego z konfiturami. Albo kremowy, waniliowy sernik.



Lubię ludzi. Czy można gotować/piec i nie lubić ludzi? To dla mnie oksymoron. Lubię rozmawiać. Bez rozmów, bez wspólnego czasu nic nie smakuje. Bez tej niewidzialnej nici między człowiekiem a człowiekiem, nie ma jedzenia. Bez miłości. A miłość ma smak. Smak to komunikat. Utulenie. 





Tulę nie ma być kolejnym blogiem z przepisami. Jest miejscem, w którym jedzenie jest punktem wyjścia do historii. Czasem jej tłem. Bywa też głównym bohaterem. 

Przestrzenią, której chęć stworzenia kiełkowała długo wewnątrz mnie, pośród myśli rozczesanych nad miską z topiącą się czekoladą, przy szumie kręcącego się mieszadła miksera, falafelu z hummusem jedzonym na mieście w ulubionej knajpie. 

To fragment mnie, mojej filozofii i sposobu postrzegania świata- przez obrazy, słowa i smaki. 

Poszukiwanie. 






Tulę Cię mocno,

Sandra